czwartek, 3 stycznia 2013

Rozdział 1


            „Pew­ne­go dnia zaz­nam w życiu trochę słodyczy, która nie będzie bez­pośred­nim skut­kiem spożycia czekolady.”


            Brązowooka dziewczyna wyglądała w zamyśleniu przez okno pociągu. Niegdyś różnobarwny świat robił się coraz bardziej szary, co było przyczyną zachodzącego słońca. Ostatnie promienie oświetlały zielone równiny, które, jakby mogło się wydawać nie miały końca. Znaczyło to, że zbliżają się do celu ich podróży – Hogwartu.
Hermiona, zdziwiona rozejrzała się po przedziale, bo do dłuższego czasu panowała w nim cisza. Naprzeciwko niej spał w najlepsze jej chłopak – Ron. Rude włosy słodko opadały mu na piegowatą przystojną twarz. Niestety cały efekt popsuła stróżka śliny, która wydostała się z jego ust, kiedy przekręcił głowę. Obok niego siedział Harry, pogrążony w lekturze „Żonglera”. Naj jego twarzy coraz częściej gościł uśmiech, a jego maniery nie były takie sztywne jak kiedyś. Ktoś klepnął ją w ramię. Ginny szeroko uśmiechała się do niej.
- Miona, już dojeżdżamy. – oznajmiła.
- Nareszcie, nie mogłam się doczekać powrotu do zamku. – w jej głosie było słychać nutkę zniecierpliwienia. Wracali, wracali do szkoły. Tak bardzo się cieszyła, że dane jej będzie ukończyć edukację mając u boku przyjaciół. Wreszcie będzie mogła zaznać życia normalnej i radosnej uczennicy, niemartwiącej się losami świata.
- Pójdę się przebrać. Lepiej obudź swojego brata. – rzuciła, kiedy wychodziła z przedziału.
Na korytarzu było pełno osób. Niektórzy nałożyli już szaty. Dziewczyna ruszyła w stronę łazienki co jakiś czas wpadając na znane, bądź mniej znane jej osoby. Za piątym razem zderzyła się z Parvati Patil.
- Łał. Hermiono, prawie cię nie poznałam. Wyglądasz wprost olśniewająco. – Parvati niemal pisnęła na jej widok.
Czarnowłosa nie przesadziła z komplementem. W wyglądzie dziewczyny zaszły wielkie zmiany, przez co już nie przypominała niedbałej kujonki. Brązowe loki, niegdyś przypominające stóg siana, teraz układały się w gładkie fale, które opadały lekko na ramiona. Zaczęła też używać kosmetyków, przez co jej oczy za pomocą kredki i tuszu zrobiły się wielkie oraz lśniące. Sylwetka nabrała kobiecych kształtów, co podkreśliła doskonale wydekoltowaną koszulą oraz ciemnymi rurkami. Hermiona wreszcie dostrzegła potencjał jaki w niej tkwił i świetnie go wykorzystywała.
 - Czyżbym wyczuła miętę i czekoladę? – spytała, a raczej stwierdziła Gryfonka nieznacznie pochylając się w jej stronę.
 - Zakochałam się w tych zapachach. – uśmiechnęła się, ale zaraz potem spoważniała – Jak się czujesz? Nie mogłam uwierzyć, kiedy dowiedziałam się, że Lavender..no…
Nieznaczny cień przemknął po twarzy rozmówczyni.
- Wiele moich przyjaciół zginęło w tym roku. – szepnęła – Jednak myślę, że oni nie chcieli byśmy po ich odejściu płakali. Przeżyjmy za nich ten ostatni rok.
Hermiona  w zamyśleniu pokiwała głową. Ona też przez pewien moment myślała, że straciła Harry’ego. Wiedziała jak okropnie musi się teraz czuć dawna przyjaciółka Lavender Brown. Porozmawiały jeszcze chwilkę, po czym pożegnały się.
Dotarłszy do łazienki, przebrała się w zaskakująco szybkim tempie w szkolny ubiór. Wychodząc z pomieszczenia zawiązywała szkarłatno-złoty krawat, pokazujący jej przynależność do domu Godryka Griffindora.  Nagle poczuła, że jej głowa uderza o coś twardego. Odskoczyła, wypuszczając niezawiązany krawat z dłoni.
- Przepraszam! Straszna ze mnie niezdara. Założenie krawatu zawsze stanowiło dla mnie pro…- urwała w pół zdania, kiedy spostrzegła z kim się zderzyła.
Tą blond czuprynę, cyniczny uśmiech, pogardą z jaką patrzył na nią lodowatymi szarymi oczami rozpoznałaby wszędzie.
- Malfoy. – wysyczała, rezygnując z przepraszającego tonu głosu – uważaj jak leziesz.
Podniosła materiał, nie zważając na jego wybuch zimnego śmiechu.
- No, no, no…kogo my tu mamy, Panna Mądrala, już pierwszego dnia na mnie leci. Myślałem, że zostaniesz w domu z RODZICAMI. – specjalnie zaakcentował ostatnie słowo. Hermiona była pewna, że jej twarz przybrała barwę dojrzałego pomidora. Z niewiadomych dla niej źródeł, Ślizgon wiedział, że nie udało jej się przywrócić pamięci tacie i mamie. Gryfonka jednak nie zamierzała okazać swoich emocji. Miała już dość tego, że chłopak wyprowadzał ją z równowagi przez sześć lat. W tym roku nie zamierzała ani razu przez niego płakać.
- Nie lecę na byle co, fretko. A ja miałam nadzieję, że dołączysz do swojego ojca w Azkabanie. Idealnie byś tam pasował. – nie pozostała mu dłużna.
- Uważaj na słowa Granger. Tak się składa, że jestem prefektem naczelnym i nie pozwolę...- nie dokończył, bo mu przerwała.
- Musze cię rozczarować, ponieważ ja także jestem prefektem naczelnym. – uśmiechnęła się triumfalnie, pokazując.  – Na pewno twoje „nienaganne” zachowanie zainteresuje profesora Snape.
- Nie zrobiłabyś tego, ponieważ Gryfoni są zbyt tępi. Słyszałem, że chodzisz z Weasley’em. Zdrajca krwi i Szlama…nie wiem, które z was upadło niżej. – Draco odbił piłeczkę.
- Gdybym musiała patrzeć codziennie na twarz Pansy Parkinson, to chyba bym się porzygała. Widzę, że Ty już się na jej wpływy uodporniłeś, albo jesteś takim samym śmieciem jak ona. – warknęła.
- Ty nizino społeczno, zwracaj się do mnie z odpowiednim szacunkiem.
Skrzywiła się, i już chciała mu odpowiedzieć, kiedy zauważyła, że wokół nich panuje nienaturalny spokój. W jednej chwili zapomniała o Ślizgonie. Rozejrzała się wokół siebie, co chłopak obserwował z lekkim zdumieniem. Przypadła do okna, za którym było już zupełnie czarno. W mroku zobaczyła jak ostatnie powozy z uczniami odjeżdżają. Nie bacząc na swojego wroga, czarownica zerwała się i czym prędzej wybiegła z pociągu. Biegnąc, krzyczała ile sił w płucach na ostatni powóz, który już prawie znikał za zakrętem. Niestety była za daleko, toteż pasażerowie nawet jej nie spostrzegli. Hermiona wreszcie zatrzymała się zziajana, dając za wygraną. Czuła suchość w gardle, a nogi paliły niemiłosiernie. Pochyliła się do przody głęboko oddychając świeżym powietrzem. Tym czasem, Draco powoli zbliżył się do niej.
- Trzeba było dbać o kondycję, a nie ślęczeć godzinami nad książkami – zaśmiał się szyderczo.
Dziewczyna zignorowała jego zaczepkę. Kiedy już uspokoiła oddech, wyprostowała się i popatrzyła na niego z niemałą irytacją w oczach. Ślizgon, jak zwykle stał z wysoko uniesioną głową. W jego postawie było coś drapieżnego, jakby tylko czyhał na nieostrożny ruch Gryfonki, aby zaatakować. Hermiona nie wiedzieć czemu przyjrzała mu się uważniej. Zauważyła, że jego zawsze przylizane platynowe włosy, teraz luźno opadały mu na twarz tworząc jasną „lwią grzywę” wokół jego twarzy. Szare oczy, w świetle księżyca wydawały się czarne, co jeszcze bardziej ją zaniepokoiło.
- Może gdybyś pobiegł zdążylibyśmy, ale teraz musimy stać na tym mrozie. – zaczęła, aby przerwać ciszę. Jako prefekt nie chciała się spóźniać do szkoły, już pierwszego dnia.
- Jestem dżentelmenem i uznałem za niestosowne przerywać ci w podrywaniu mnie. – oznajmił z wyniosłą miną.
Dziewczyna wytrzeszczyła na niego oczy i zaczęła niekontrolowanie chichotać.
- Malfoy…dżentelmen. Hahahahah. – te dwa słowa były jak oksymoron. Wyciągnęła różdżkę i szepnęła Lumos. Srebrne światło rozbłysło, oświetlając najbliższy teren.
- Gdzie ty idziesz? – spytała już normalnym tonem. W innym przypadku nie odzywałaby się do niego, ale teraz byli sami do tego w nocy, a dziewczyna nie przepadała za ciemnością, a w szczególności za tym co się w niej czaiło.
Chłopak oddalał się drogą, którą wcześniej jechały powozy. Słysząc jej pytanie, odwrócił się, obdarzając ją jeszcze jednym ze swoich złośliwych uśmiechów.
- Muszę cię rozczarować Granger, ale nie zamierzam tkwić na tym mrozie. Prędzej nabawię się tutaj odmrożenia niż ktoś zauważy moją nieobecność. – odpowiedział.
Mając do wyboru swoją wyobraźnię i ciemność oraz znienawidzonego padalca, wybrała wroga. Podbiegła do niego. Draco nie skomentował jej ruchu, tylko szedł dalej nie zwracając na nią najmniejszej uwagi.
            Co jakiś czas obdarzali siebie zniesmaczonym spojrzeniem lub uwagą, mającą na celu wyprowadzenie z równowagi drugiej osoby. Najczęściej były to zdania typu: „Uważaj na słowa, Granger” czy „Idź na drzewo i dokończ ewolucję, Malfoy”. Hermiona była zadowolona  z faktu, że nie wyszła z wprawy w kłóceniu się.
Niedawne wydarzenia wywarły na niej duży wpływ. Zresztą nie tylko na niej. Jedynie, uczniowie Slytherinu wydawali się tak samo egoistyczni i wredni jak zawsze. Przez wszystkie lata uczęszczania do szkoły, gorąco popierała ideę nauczycieli o przyjaźni między domami. Idąc z chłopakiem coraz bardziej dostrzegała bezsensowność tego pomysłu.
- Widzę, że Mon-Ron lubi cię trzymać na krótkiej smyczy. -  powiedział, wpatrując się w niebo.
- Co ty chrzanisz? – zapytała, rumieniąc się ponieważ trafił w sedno.
Jednocześnie do jej uszu doszedł donośny, znajomy świst. Z góry sfrunęła do niej Świstoświnka. Zdziwiona dziewczyna popatrzyła na Malfoya, który teraz uśmiechał się kpiarsko. Szybko odwiązała skrawek papieru od nóżki sówki, skierowała nań światło i zaczęła czytać.

Gdzie jesteś? Z Harrym myślałem, że pojechałaś innym powozem i dopiero w zamku zorientowaliśmy się, że cię nie ma. Strasznie się martwimy, odpowiedz jak najszybciej.
Twój Ron

Nie mogła nigdzie pójść bo od razu leciały za nią stada sów z listami od jej chłopaka. Stłumiła jednak w sobie negatywne emocje i czym prędzej nabazgrała, długopisem wyciągniętym z kieszeni, parę słów wytłumaczenia. Nie widziała w tym najmniejszego sensu, ponieważ widziała już Hogwart.
            Gdy doszli do bramy przypadł do nich poirytowany Flich. Woźny, sapiąc donośnie zamknął wrota, wykrzykując pod ich adresem niewybredne pouczenia. Pani Noris fukała na nich, dopóki Draco nie tupnął na nią nogą.
- Za moich czasów istniała tak rzecz jak punktualność! Ta młodzież robi się coraz gorsza. Z chęcią bym ich ukarał…te jęki uczniów wiszących pod sufitem były jak najsłodsza muzyka.
Młodzież o, której Argus prawił wywody szybko ulotniła się. Dotarłszy do drzwi Wielkiej Sali, Ślizgon zatrzymał Gryfonkę.
- Nie zamierzam razem z Tobą wchodzić Szlamo.
- Nikt ci nie każde, fretko. – weszła do Sali, pozostawiając, zirytowanego chłopaka na zewnątrz.

~~~~

- Pieczone kurczaki, pudding truskawkowy, paszteciki z dyni, kiełbaski, te pyszne czterowarstwowe torty, bułeczki nadziewane grzybami…- Ron rozmarzonym głosem wymieniał potrawy, medytując nad swoim pustym, złotym talerzem.
Miona trzepnęła go lekko po głowie śmiejąc się serdecznie. Po opowiedzeniu im całej historii, z kłótnią z Malfoyem, rudowłosy uspokoił się i zajął się swoim ulubionym zajęciem, czyli wyczekiwaniem na ucztę.
Po jej lewej stronie siedziała Ginny,a obok niej Harry. Hermiona od dłuższego czasu zauważyła, że pomiędzy nimi nie układa się najlepiej. Obydwoje jakby cofnęli się w czasie i byli wobec siebie nieśmiali, przez co często przypominali spłoszone zwierzaczki. Oduczyli się rozmawiać ze sobą. Dziewczyna rozmyślała co by z tym fantem zrobić, kiedy profesor McGonagall, obecna dyrektorka, wstała i zaczęła przemowę. Pierwszy raz Hermiona nie słuchała nauczycielki, toteż zdziwiła się, kiedy na półmiskach pojawiły się dania, wprost z marzeń Rona.
Nie czuła głodu i nie wiedzieć czemu zrobiło się jej smutno. Może dlatego, że to był jej ostatni rok? Z niewybredną miną zaczęła jeść kawałek czekolady, niestety gorzkiej. Rozejrzawszy się po pomieszczeniu oświeconym pięknymi świecami oraz ukazującym nocne niebo, spostrzegła, że nie tylko ona nie ma apetytu.
Przy stole Ślizgonów, jasnowłosy chłopak, nerwowo drapał się po lewym ręce, nie tknąwszy wielkiej góry pieczonych ziemniaków znajdujących się przed nim.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wreszcie napisałam pierwszego posta :]. Może jest trochę nudnawy, ale potem akcja nabierze tępa. Pochyła czcionką będę pisała wszelakie ogłoszenia, listy, zaklęcie, myśli bohaterów, wspomnienia itp. Mam nadzieję, że was nie zanudziłam. ;3
Lena




10 komentarzy:

  1. Świetnie napisany rozdział . Akcja toczy się bez zbędnych przerywników , i nie dopatrzyłam się żadnych błędów . Notka zastawia "wabik" na czytelnika zachęcający do dalszego czytania . Jeżeli to twój pierwszy blog to jestem pod wrażeniem ;) PS podziękuj znajomym z

    http://www.facebook.com/IWillMarryMyHarryPotterBooks?ref=stream

    dzięki nim trafiłam na twój blog <3 Marzycielka

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne, naprawdę świetne ;)
    Dodaję do śledzonych i czekam na kolejny rozdział :D


    Przy okazji zapraszam do mnie: http://stasha-n.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. O jej. Jak słodko. Och Ron jak zawsze nadopiekuńczy. xD Zauważyłam też jeden błąd rzeczowy. Hermiona to czarownica nie czarodziejka. :D I zamiast mundurek w cudzysłowie, mogłaś napisać szaty, lub po prostu bez niego.xD A gdzie kotecek Mionki?:c
    No i jeszcze raz pięknie napisane. <3 Pozdrawiam ;*
    www.solate.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wskazanie błędów oraz opinię ;] (oczywiście już je poprawiłam.
      Krzywołapek, pojawi się w drugim rozdziale. Przewiduję dla niego większą rolę, ale na razie skupię się na innych wątkach. :3

      Usuń
  4. Jestem na prawdę pod wrażeniem... Świetny blog! Kiedy można się spodziewać nastp. notki? ;]]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w przyszłym tygodniu, jednak jeśli będę miała dużo nauki to później. :) Dodam na pewno w przeciągu dwóch tygodni.

      Usuń
  5. No cóż.. Nie chcę cię obrazić ale mam kilka uwag.
    Jest tu dość dużo błędów. Poza tym całkowicie zmieniłaś postać Hermiony, jest strasznie niekanoniczna. Makijaż, obcisłe ubrania. Mam też pytanie dlaczego Harry i Ginny się nie dogadują?
    Nie chcę żebyś uznała że jestem wredna, po prostu chcę żebyś pisała dalej bez błędów.
    ~Luc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że robię dużo błędów, jednak uważam, że jak na swój wiek wszelakie "zgrzyty" są dozwolone. Nie sądzę żeby którykolwiek bloger oddał dokładnie postać Hermiony. Często spotykałam się z tzw. przemianą Gryfonki.
      Harry i Ginny nie dogadują się ponieważ, kiedy chłopiec,k który przeżył ratował świat oddalił się od niej. Sami wiemy, że podczas tych miesięcy nie mieli ze sobą kontaktu. Nie wiedzą jak znowu zacząć tą znajomość, a zauważmy, że obydwoje zmienili się.
      Nie uznaję Cię za wredną ;]. Po prostu nie trafiłam w Twój gust.

      Usuń